„The Meltdown” bierze udział w konkursie Un Certain Regard canneńskiego wydarzenia. Pełnometrażowa fabuła przenosi widzów do Chile początku lat 90. Akcja rozgrywa się w hotelu położonym w okolicy ośrodka narciarskiego, do którego przyjeżdża grupa niemieckich nastolatków trenowana przez Alexandra (w tej roli Jakub Gierszał). Przebywająca tam z babcią dziewięcioletnia Inés (Maya O’Rourke) zaprzyjaźnia się z 15-letnią narciarką Hanną (Maia Domagala), która źle się czuje w towarzystwie kolegów. Kiedy pewnego dnia ślad po Hannie ginie, na miejsce przyjeżdża mama dziewczyny (Saskia Rosendahl) i rozpoczynają się poszukiwania.
PAP: Jak doszło do twojego spotkania z Manuelą Martelli?
Jakub Gierszał: Dostałem maila od reżyserki castingu Anji Dihrberg, że poszukiwany jest niemieckojęzyczny aktor do filmu chilijskiej reżyserki. Wtedy akurat byłem zaangażowany w inne przedsięwzięcie, dlatego musiałem odmówić. Po pięciu tygodniach tamten projekt upadł, więc skontaktowałem się z nią i powiedziałem, że mam czas zagrać. Nie wierzyłem, że wciąż będzie to możliwe, a jednak. Wziąłem udział w przesłuchaniach i otrzymałem propozycję angażu.
Manuela długo szukała aktora do tej roli. Zależało jej na niejednoznaczności, dzięki której widzowie będą się zastanawiać, czy i w którym punkcie granice między trenerem i narciarką zostały przekroczone. Chciała eksplorować przestrzeń, gdzie może dojść do nadużycia na ciele młodej kobiety. W sporcie, podobnie jak w innych dziedzinach, ta granica jest cienka. W filmie opowiadamy o latach 90., gdy rzeczywistość – mówiąc delikatnie – wyglądała inaczej niż dziś.
PAP: Macie z Manuelą podobne życiowe zaplecze. Ty wywodzisz się z rodziny o tradycjach artystycznych. Jej rodzice prowadzili firmę produkcyjną, a zanim zadebiutowała jako reżyserka, występowała przed kamerą. Szybko znaleźliście wspólny język?
J.G.: Tak. Gdyby nie wcześniejsze zobowiązania, na pewno przystąpiłbym szybciej do tego castingu. Bardzo zaciekawiło mnie, że „The Meltdown” ma zrealizować aktorka, która teraz zajmuje się reżyserią i pracuje nad swoim drugim filmem. Zawsze wydawało mi się, że reżyserzy z doświadczeniem aktorskim są bardziej wyrozumiali dla obsady, lepiej rozumieją nasze potrzeby. Chciałem poznać tę perspektywę, przekonać się, czy tak rzeczywiście jest. To był jeden z decydujących czynników. Spodobała mi się też spójność koncepcji artystycznej Manueli. Już po pierwszej lekturze tekstu miałem poczucie, że ona dokładnie wie, co chce opowiedzieć, a to bardzo istotne, zwłaszcza w kinie autorskim. Czasami takie rzeczy można odkryć na etapie konceptu. Wyczułem u niej silną, dobrą energię.
PAP: Fabuła rozgrywa się na początku lat 90. Pojawiają się w niej odwołania do zaginięć z okresu dyktatury. Wielu z tych spraw do dzisiaj nie rozwiązano. Kiedy czytałeś scenariusz, myślałeś o analogiach do rzeczywistości komunistycznej Polski?
J.G.: Nie. Traktowałem tekst jako opowieść o przeszłości. Chciałem się jak najwięcej dowiedzieć o Chile, panujących tam nastrojach, mentalności ludzi. Dopiero na miejscu zauważyłem pewne podobieństwa. Nie chcę generalizować, ale miałem poczucie, że mentalnie jest mi bliżej do Chilijczyków niż do niemieckiej części ekipy. Oczywiście, Niemcy też się z nimi dogadywali, ale między mną a nimi było coś szczególnego. A więc coś jest na rzeczy.
Natomiast pamiętajmy, że dyktatura to ogromny temat nie tylko w Chile, ale też w innych krajach Ameryki Południowej czy choćby w Meksyku. Musimy sobie wyobrazić niesamowity dramat ludzi, którzy do dzisiaj nie wiedzą, co się stało z ich bliskimi. Manuela traktuje „The Meltdown” jako część trylogii o różnych dekadach z życia jej kraju. Pierwszą częścią tego cyklu był „1976”, a kolejny film ma ukazywać lata 80. Łącząc polityczne i historyczne tło z losami jednostek, twórczyni podejmuje refleksję o tym, co znaczy budować tożsamość. „The Meltdown” mówi o zderzeniu dziecięcej niewinności z okrucieństwem świata. Osobowość Inés tworzy się na naszych oczach. Uważam, że to bardzo trafna alegoria tego, jak Chile odbudowywało się w latach 90., a jednocześnie wiele spraw zamiatano pod dywan. W tym sensie na pewno możemy doszukać się w tym filmie podobieństw do naszej historii.
PAP: Twój bohater Alexander jest trenerem narciarskim. To kolejna postać ze świata sportu, którą zagrałeś - byłeś już Jerzym Górskim w filmie „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego. Tamta rola wymagała od ciebie wielomiesięcznego treningu fizycznego. Tym razem było łatwiej?
J.G.: Tak, ponieważ nie mieliśmy scen zjazdowych. Już w pierwszym mailu zaznaczono, że aktor nie musi w ogóle jeździć na nartach. Ja jeżdżę, ale na pewno nie aż tak dobrze. Opowiadając o zaginięciu dziewczyny, Manuela sięgnęła po konwencję hitchcockowskiego thrillera. Alexander pełni w tej historii funkcję mentora, ale również kogoś, kto rzuca cień na sprawę Hanny – podobnie jak inne postacie. Przygotowując się do roli, skupiłem się na przeglądaniu materiałów na temat narciarstwa – czym charakteryzuje się jazda slalomowa, jak powinno się jeździć. Musiałem to wiedzieć, żeby wyobrazić sobie dynamikę relacji Hanny i Alexandra.
PAP: Rozmawialiście o tym, jakie jest tło historii i skąd się wzięli w niej bohaterowie?
J.G.: Kręciliśmy film w chilijskich górach, 1600 metrów nad poziomem morza. Z tego miejsca nie można było praktycznie nigdzie dojechać, więc cała ekipa przebywała w hotelu, gdzie powstawały zdjęcia. Aby odpocząć, można było jedynie zamknąć się w pokoju albo pójść na spacer w góry. Te warunki sprawiły, że znaleźliśmy się w eksperymentalnej przestrzeni. Manuela namawiała nas, żebyśmy się stali filmowymi postaciami. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, jakie jest backstory bohaterów, dlaczego relacje między nimi wyglądają właśnie tak, a nie inaczej. Zależało jej, byśmy połączyli ten fikcyjny, kreowany świat z naszymi osobistymi emocjami.
PAP: Film został zrealizowany w koprodukcji chilijsko-amerykańsko-hiszpańsko-meksykańskiej. W obsadzie oprócz ciebie i chilijskich aktorek jest m.in. niemiecka artystka Saskia Rosendahl. Stworzyliście zgraną drużynę?
J.G.: Z Saskią już się znaliśmy. Ponad dziesięć lat temu zagraliśmy główne role w niemieckim filmie dla dzieci. Bardzo się polubiliśmy, więc na planie „The Meltdown” było nam łatwiej odnaleźć się w relacji naszych bohaterów. Mówię „w relacji”, ponieważ w fabule pojawia się sugestia, że w przeszłości coś się między nimi wydarzyło. Jak wspomniałem, spędziliśmy kilka tygodni w tym samym hotelu. Nie było innego wyjścia, jak tylko skupić się na naszych zadaniach. Budowaliśmy postacie, przerzucaliśmy się pomysłami. Miałem dobre relacje zarówno z Saskią, jak i innymi dziewczynami.
PAP: Grałeś już w filmach amerykańskich, takich jak „Moris z Ameryki” i „Dracula: Historia nieznana”, oraz kręconym na Kubie „Vamos a la playa”. Co oznacza dla ciebie wychodzenie poza Europę?
J.G.: Uważam, że największą wartością tego zawodu jest poczucie wolności i niezależności. Cieszę się, że mogę brać udział w projektach, których sam nigdy bym nie wymyślił ani nie wyśnił. Mogę pójść za głosem serca, przyjmować możliwości, poznawać inne kultury. Za każdym razem, gdy pracuję za granicą, podkreślam, że jestem z Polski. Uważam, że nie ma powodu, by tego nie mówić. Wręcz przeciwnie, mamy wiele do zaproponowania filmowcom z różnych krajów. Możemy śmiało realizować międzynarodowe koprodukcje.
PAP: W jakim stopniu aktor taki jak ty – utalentowany, ambitny, władający kilkoma językami – może świadomie kształtować swoją ścieżkę, a na ile jest to kwestia okoliczności i szczęścia?
J.G.: Uważam, że okoliczności kształtują naszą rzeczywistość. Bez szczęścia, przypadku albo sprzyjających okoliczności nic by się nie wydarzyło. Duże znaczenie ma również to, skąd pochodzimy, gdzie się urodziliśmy, jakie wychowanie odebraliśmy. To wszystko może stanowić ograniczenie lub źródło siły. Natomiast kluczowy jest kontekst. Trzeba się zastanowić, co możemy i chcemy zrobić, wyznaczyć sobie priorytety.
PAP: Przebywając w obcej kulturze, odkryłeś coś nowego o sobie?
J.G.: Inne kultury to lustro, w którym się odbijamy. Chile jest miejscem zupełnie innym niż Polska. Z jednej strony naznaczonym ogromnym cierpieniem, a z drugiej – czułością i troską, jakimi ludzie obdarzają siebie nawzajem. Obserwując ich wspólnotowość, podejście do życia, można się wiele nauczyć. Kiedy jestem w domu, w Polsce, wydaje mi się, że znajduję się w centrum świata. W tym sensie pewnie wszyscy myślimy podobnie. A później wyjeżdżam gdzieś i zaczynam porównywać ze sobą te miejsca. Niektóre rzeczy warto zaczerpnąć od innych, bo może ich podejście do życia jest lepsze niż nasze. Takie poczucie miałem podczas pobytu w Chile. Film rozgrywał się w tamtejszych realiach i to było dla mnie wartością dodaną.
Rozmawiała Daria Porycka
Jakub Gierszał (ur. 1988 r.) jest aktorem obecnym w kinie polskim i zagranicznym. Wystąpił m.in. w „Mrocznym świecie” Frauke Finsterwalder oraz „Draculi: Historii nieznanej” Gary’ego Shore’a. Filmy z jego udziałem goszczą na najważniejszych festiwalach międzynarodowych. W 2009 r. jego aktorski debiut „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha wyświetlono podczas Sundance Film Festivalu. W 2013 r. na tym samym wydarzeniu pokazano „Nieulotne” Borcucha, a w 2016 r. w programie Sundance znalazły się aż dwa filmy z Gierszałem w obsadzie – „Córki dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej oraz „Moris z Ameryki” Chada Hartigana. W 2012 r. podczas Berlinale Polaka wyróżniono tytułem European Shooting Star. Wówczas w sekcji Panorama Special zadebiutowała „Sala samobójców” Jana Komasy, w której Jakub zagrał główną rolę. W ostatnich latach można go było oglądać m.in. w „Białej odwadze” Marcina Koszałki i „Doppelgängerze. Sobowtórze” Jana Holoubka. (PAP)
dap/ miś/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rekordowy budżet na 2026 rok. Miasto i Gmina Żarki
8 mln długu jest się czy chwalić.
Bbb
22:46, 2025-12-24
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla miejscowości Myszków
alert typu: ALERT PIERWSZEGO STOPNIA!!! w nocy bedzie ciemno
mefiu
22:25, 2025-05-02
Barbara Nowacka: pielęgnowanie pamięci o Holokauście je
katastrofa
katastrofa
00:10, 2025-01-28
Paweł Bacior – Młodzieżowy Radny, który działa lokalnie
Fantastycznie działasz, mocno wierzę, że zajdziesz daleko, bo takich ludzi jak Ty bardzo potrzeba w regionie. Powodzenia młody człowieku :)
Jagoda
15:34, 2024-11-25