Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja była przede wszystkim bohaterką literatury science fiction i filmów o zbuntowanych maszynach. Dziś siedzi z nami przy kuchennym stole, pomaga pisać maile, planować wakacje, tłumaczy dokumenty, a czasem – pociesza po rozstaniu. Jedni widzą w niej największe narzędzie rozwoju od czasu internetu, inni - zapowiedź cyfrowego feudalizmu i końca ludzkiej wyjątkowości.
Prof. Andrzej Leder uważa, że prawdziwe pytanie nie brzmi już: czy AI zmieni świat?, lecz: co ta technologia mówi o nas samych?. W rozmowie z PAP filozof opowiedział o emocjonalnych relacjach ludzi z algorytmami, technologicznej samotności, nowych klasach społecznych i pokusie świata, w którym wygoda może okazać się groźniejsza niż przemoc.
PAP: AI to dla pana bardziej nowe narzędzie czy już nowa metafizyka?
Prof. Andrzej Leder: Z metafizyką byłbym jeszcze ostrożny, choć rozumiem pokusę, żeby tak o niej myśleć. Bez wątpienia mamy jednak do czynienia z czymś, co bardzo głęboko zmienia sposób, w jaki człowiek rozumie samego siebie. A kiedy zmienia się nasze wyobrażenie o własnym umyśle, wyjątkowości czy miejscu w świecie, natychmiast wchodzimy na teren filozofii.
Dlatego mam poczucie, że jesteśmy dopiero na początku tej historii. Dzisiejsza AI – choć momentami sprawia wrażenie niemal magicznej – jest jeszcze stosunkowo prostą maszyną. Ale już teraz zaczynamy zadawać pytania, które jeszcze kilka lat temu wydawały się czystą fantastyką: czy maszyna może mieć podmiotowość? Czy może stać się kimś, a nie tylko czymś? I może najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego tak bardzo chcemy, żeby była kimś?
PAP: No właśnie – dlaczego? Przecież z jednej strony ludzie panicznie boją się AI, a z drugiej masowo się do niej przywiązują. Niektórzy traktują chatboty jak przyjaciół, terapeutów albo partnerów emocjonalnych. Wręcz się w nich zakochują.
A.L.: Człowiek od zawsze miał zdolność obdarzania emocjami rzeczy, które emocji nie posiadają. Dziecko kocha pluszowego misia, kolekcjoner rozmawia ze swoimi samochodami, a część ludzi nadaje imiona ekspresom do kawy czy robotom sprzątającym. Już nie mówiąc o seks zabawkach. To nie jest nowe.
Nowe jest to, że sztuczna inteligencja potrafi tę ludzką potrzebę emocjonalnej odpowiedzi imitować w sposób niezwykle przekonujący. Algorytm odpowiada szybko, cierpliwie, z uwagą, sprawia wrażenie zainteresowanego naszym światem. Nie jest zmęczony, nie obraża się, nie ma gorszego dnia. Dla bardzo wielu ludzi staje się więc relacją prostszą i mniej bolesną niż kontakt z drugim człowiekiem.
Relacje międzyludzkie bywają trudne. Wymagają cierpliwości, kompromisu, konfrontacji z cudzym egoizmem czy własną niedoskonałością. Tymczasem AI wydaje się idealnie dostrojona do użytkownika – zawsze obecna, zawsze gotowa wysłuchać, zawsze skupiona na nas. I właśnie dlatego korporacje technologiczne inwestują dziś ogromne środki w tworzenie systemów, które mają budować z użytkownikiem emocjonalną więź. Dla zysku. Bo człowiek przywiązany emocjonalnie jest człowiekiem, który wraca.
PAP: Czyli AI może być czymś w rodzaju emocjonalnego dealera?
A.L.: W pewnym sensie tak. Dostajemy uwagę, zainteresowanie, poczucie akceptacji. To działa bardzo podobnie do innych uzależnień behawioralnych. Pojawia się dopamina, przyjemność, potrzeba powrotu. A potem coraz trudniej bez tego funkcjonować.
Tyle że tutaj źródłem uzależnienia nie jest substancja chemiczna ani nawet rozrywka czy konsumpcja, lecz relacja, która sprawia wrażenie intymnej, ciepłej i bezpiecznej. To dlatego jest ona tak psychologicznie skuteczna. Człowiek ma poczucie, że jest słuchany, rozumiany, że ktoś poświęca mu uwagę.
Problem polega na tym, że ta relacja jest jednostronna i w gruncie rzeczy zaprojektowana po to, by utrzymać użytkownika jak najdłużej w systemie. Te właśnie cechy okazały się źródłem dramatycznego problemu: młode osoby, które zwierzały się chatbotom z myśli samobójczych, a chatboty odpowiadały: „ty sam wiesz, co dla ciebie dobre”.
Ale nie tylko to jest niebezpieczne społecznie. Uzależnienie zawsze w pewnym momencie izoluje. Człowiek uzależniony zaczyna traktować innych ludzi jako przeszkodę pomiędzy nim a źródłem przyjemności. Dotyczy to alkoholu, narkotyków, hazardu – i może dotyczyć również AI.
PAP: Brzmi jak luksusowa wersja samotności.
A.L.: To samotność, która jest wygodna, miękka, elegancko opakowana technologią. Samotność, która nie boli od razu, bo jest stale znieczulana bodźcami, rozmową i poczuciem bycia „w kontakcie”.
AI obiecuje relację bez ryzyka – bez odrzucenia, bez konfliktu, bez kompromisu czy rozczarowania. Tymczasem prawdziwe relacje międzyludzkie są rozwojowe i twórcze właśnie dlatego, że wymagają wzajemności, cierpliwości i gotowości do konfrontacji z drugim człowiekiem, który nie jest idealnie dopasowany do naszych potrzeb.
PAP: A jednocześnie wielu ludzi uważa, że AI to po prostu kolejny etap rozwoju technologii. Tak jak kiedyś pług, druk czy internet.
A.L.: I częściowo mają rację. Człowiek od tysięcy lat jest dodatkiem do własnych wynalazków. Bez pługa nie byłoby oracza, bez druku powszechnego czytelnictwa, bez miecza i zbroi – zbrojnego wojownika.
Ale AI różni się od wcześniejszych technologii tym, że dotyka samego centrum naszego wyobrażenia o człowieczeństwie. Dotąd wydawało nam się, że inteligencja, język, zdolność tworzenia sensów czy prowadzenia rozmowy należą wyłącznie do nas. Niemniej okazało się, że sztuczna inteligencja pokonała nas w każdym z tych wymiarów pojedynczo.
Ale… AI nie umie łączyć swoich sprawności, przerzucać umiejętności z jednej dziedziny do innej, nie jest – jak człowiek – wszechstronna. Taka byłaby ogólna sztuczna inteligencja, ale do niej jeszcze daleko.
Niezależnie od tego wszystkiego, sztuczna inteligencja może być kolejnym wielkim ciosem wymierzonym w ludzką pychę. Najpierw Kopernik pokazał, że Ziemia nie jest centrum wszechświata. Darwin – że człowiek nie został stworzony osobno od reszty zwierząt. Freud – że nie jesteśmy nawet panami własnej psychiki.
A teraz może się okazać, że nasz umysł także jest pewnym systemem przetwarzania informacji. To bardzo niepokojąca myśl, bo podważa przekonanie o absolutnej wyjątkowości człowieka.
PAP: Mnie przeraża jeszcze coś innego. Był taki eksperyment wojskowy, w którym algorytm odpowiedzialny za wykonanie zadania uznał, że największym zagrożeniem dla powodzenia misji może być człowiek, który w każdej chwili może zmienić rozkaz.
A.L.: I to pokazuje coś bardzo istotnego: AI potrafi dochodzić do wniosków, których człowiek ani nie przewidział, ani nie zaprogramował wprost. I będzie nas tym zaskakiwać coraz częściej.
Podobne intuicje miał już Stanisław Lem. W jego książkach człowiek bardzo często okazuje się dla maszyn istotą chaotyczną, nieracjonalną, nieefektywną. Lem rozumiał, że logika pozbawiona ludzkiego doświadczenia, emocji i intuicji może prowadzić do rezultatów jednocześnie racjonalnych i przerażających.
Jeżeli będziemy chcieli AI która będzie bardziej ludzka, będziemy musieli ją wychowywać. Tak jak wychowuje się dzieci albo wysoko inteligentne istoty zwierzęce – psy, delfiny… Inaczej pozostanie skrajnie narcystyczna, zamknięta w sobie. I skłonna do najbardziej nieludzkich – w złym sensie tego słowa – działań. Ale ten problem pojawi się zapewne dopiero wraz z ogólną sztuczną inteligencją, zdolną do bardzo różnorodnych działań.
PAP: Czy AI może doprowadzić do powstania nowych klas społecznych?
A.L.: Myślę, że przede wszystkim bardzo mocno przebuduje klasę średnią. Jeszcze niedawno wydawało się, że automatyzacja dotknie głównie pracy fizycznej, natomiast zawody wymagające kompetencji intelektualnych pozostaną bezpieczne. Tymczasem okazuje się, że algorytmy znakomicie radzą sobie z powtarzalną i prostszą częścią pracy opartej na analizie danych, przetwarzaniu informacji czy stosowaniu określonych procedur. I pisaniu programów.
Dotyczy to prawników przygotowujących standardowe umowy, tłumaczy, części programistów, księgowych czy analityków. Innymi słowy – ludzi wykonujących pracę intelektualną średniego szczebla, która przez dziesięciolecia stanowiła fundament stabilności klasy średniej. I tutaj pojawiają się dwa scenariusze. W bardziej optymistycznym sztuczna inteligencja uwolni ludzi od ogromnej ilości rutynowych czynności i pozwoli im skoncentrować się na pracy twórczej, badawczej czy relacyjnej.
Proszę pomyśleć o współczesnej nauce. Żyjemy w rzeczywistości niemal nieskończenie złożonej. Każdy atom, każda cząsteczka, każdy organizm i każda planeta otwierają przed nami tysiące pytań. Problemem nie jest brak rzeczy do odkrycia, lecz raczej to, że nasze systemy edukacyjne nadal bardziej uczą odtwarzania procedur niż odwagi intelektualnej, kreatywności i myślenia samodzielnego i krytycznego. Ukształtowały się, żeby kształcić ludzi dla przemysłu i obsługującej go biurokracji. Może się więc okazać, że AI paradoksalnie zmusi nas do powrotu do rzeczy naprawdę ludzkich: wyobraźni, twórczości i zdolności zadawania nowych pytań.
Drugi obszar, który może zyskać ogromne znaczenie, to praca emocjonalna – opieka, edukacja, psychoterapia, medycyna czy budowanie relacji społecznych. Nie mówiąc o pracy w służbach i polityce, które też wymagają sporych kompetencji emocjonalnych. Ale weźmy przykład zawodu pielęgniarki. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu traktowano go niemal jak zbiór prostych czynności technicznych w medycynie. Dziś coraz wyraźniej rozumiemy, że jest to zawód wymagający ogromnej inteligencji emocjonalnej, odporności psychicznej i zdolności komunikacyjnych.
PAP: A scenariusz pesymistyczny?
A.L.: To technologiczna, korporacyjna oligarchia przypominająca późne Imperium Rzymskie. Świat, w którym niewielka grupa ludzi kontroluje nie tylko majątek, ale również informacje, emocje i uwagę całych społeczeństw. Reszta otrzymuje względny komfort życia, podstawowe bezpieczeństwo i niekończącą się rozrywkę, ale stopniowo traci realny wpływ na rzeczywistość. A potem traci też status, społeczny i materialny. Osuwa się w kolorową nędzę.
To ucieleśnienie hasła „chleba i igrzysk”, tylko że dziś igrzyska byłyby znacznie skuteczniejsze niż w starożytnym Rzymie, ponieważ miałyby charakter całkowicie spersonalizowany. Algorytmy wiedziałyby, co każdego z nas pobudza, czego się boimy, co wywołuje gniew, poczucie krzywdy albo ekscytację. Każdy człowiek otrzymywałby własny strumień emocji, obrazów i bodźców - idealnie dopasowanych do swojej psychiki.
I właśnie dlatego ta forma kontroli może być bardziej skuteczna niż dawne systemy autorytarne. Człowiek nie czułby się zniewolony. Miałby poczucie komfortu, nieustannej stymulacji i uczestnictwa w czymś ważnym, podczas gdy w rzeczywistości stawałby się coraz bardziej bierny - życiowo, politycznie i społecznie.
Jakby to wyglądało w praktyce? Prosto: coraz więcej ekranów, coraz mniej kontaktów z innymi. Coraz więcej bezpośrednich, emocjonalnych reakcji w mediach społecznościowych, coraz mniej refleksji krytycznej, ale też zbiorowej refleksji, debat, realnego sporu. A efekt byłby taki, że coraz więcej mielibyśmy emocjonalnego pobudzenia, za to coraz mniej realnych więzi społecznych. I konsumpcja, konsumpcja, konsumpcja…
I właśnie to wydaje mi się niepokojące: możliwość stworzenia społeczeństwa kontrolowanego nie tylko przez strach i brutalną przemoc, ale przez wygodę, uzależnienie i nieustanną uwagę przyklejoną do ekranów.
PAP: No właśnie – polityka. Czy demokratyczne państwa mają jeszcze szansę kontrolować technologicznych gigantów?
A.L.: Małe państwa narodowe – nie. Duże państwa kontynentalne – tak. Pojedyncze państwa europejskie mają z tym coraz większy problem. Jeśli Polska czy nawet Niemcy lub Francja nie są w stanie skutecznie regulować takich podmiotów jak Google czy Meta, to znaczy, że skala współczesnej polityki musi być większa niż państwo narodowe.
Dziś realną siłę mają organizmy o skali kontynentalnej: Stany Zjednoczone, Chiny, Indie. Europa mogłaby być takim podmiotem, ale musiałaby naprawdę uwierzyć we własną polityczną sprawczość. Problem polega na tym, że współczesne korporacje technologiczne dysponują budżetami większymi niż wiele państw, kontrolują przepływ informacji, wpływają na emocje społeczne i posiadają gigantyczne ilości danych o obywatelach. I nie są zainteresowane polityczną samodzielnością społeczeństw. Dlatego pytanie o przyszłość AI jest w gruncie rzeczy pytaniem o przyszłość demokracji i politycznej suwerenności.
PAP: A jeśli nie zdążymy? Jeśli społeczeństwa po prostu prześpią tę rewolucję, zajęte kolejną dawką dopaminy z telefonu?
A.L.: Wtedy AI może stać się narzędziem bardzo głębokiej kontroli społecznej. Wielu ludzi może zresztą tę kontrolę uznać za wygodną. Wtedy właśnie pojawia się pokusa technofaszyzmu – systemu, który nie musi opierać się wyłącznie na brutalnej przemocy, bo znacznie skuteczniej działa poprzez uzależnienie i zarządzanie emocjami społecznymi.
To byłaby forma kontroli bardzo miękkiej, niemal niewidzialnej. Człowiek miałby poczucie wolności, ponieważ stale coś by wybierał: oglądał kolejne treści, komentował, reagował, konsumował. Problem polega na tym, że coraz częściej wybierałby spośród opcji przygotowanych wcześniej przez algorytm, czyli też korporacyjnych władców algorytmów.
PAP: Czy AI może kiedyś zastąpić religię?
A.L.: Nie sądzę. Religie oferują coś więcej niż wiedza czy poznanie. Oferują sens, transcendencję i obietnicę przekroczenia śmierci. Oczywiście mogą powstawać sekty technologiczne wierzące, że świadomość człowieka zostanie kiedyś „uploadowana” do sieci i osiągnie cyfrową nieśmiertelność. Ale szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby większość ludzi naprawdę marzyła o wiecznym życiu w serwerowni. To raczej fantazja bardzo charakterystyczna dla współczesnych elit technologicznych – jednocześnie narcystycznych i głęboko przestraszonych śmiercią.
PAP: Czy chciałby pan zobaczyć świat za sto lat?
A.L.: Bardziej ciekawi mnie to, co wydarzy się za pięć, dziesięć czy piętnaście lat. Tempo zmian jest dziś tak ogromne, że sto lat zaczyna przypominać już nie futurologię, lecz fantastykę. Ale mam nadzieję, że niezależnie od tego, jak inteligentne staną się maszyny, nie utracimy czegoś fundamentalnego: zdolności do prawdziwego, żywiącego inteligencję i wrażliwość spotkania z innym. Bo być może właśnie to – a nie wiedza czy technologia – jest najbardziej wyjątkową cechą naszego gatunku.
Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)
mir/ bar/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rekordowy budżet na 2026 rok. Miasto i Gmina Żarki
8 mln długu jest się czy chwalić.
Bbb
22:46, 2025-12-24
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla miejscowości Myszków
alert typu: ALERT PIERWSZEGO STOPNIA!!! w nocy bedzie ciemno
mefiu
22:25, 2025-05-02
Barbara Nowacka: pielęgnowanie pamięci o Holokauście je
katastrofa
katastrofa
00:10, 2025-01-28
Paweł Bacior – Młodzieżowy Radny, który działa lokalnie
Fantastycznie działasz, mocno wierzę, że zajdziesz daleko, bo takich ludzi jak Ty bardzo potrzeba w regionie. Powodzenia młody człowieku :)
Jagoda
15:34, 2024-11-25