„Wyznawcy władzy” amerykańskiej dziennikarki Katherine Stewart to opowieść o symbiozie polityki i religii w Stanach Zjednoczonych, sieci wpływów stworzonej przez liderów organizacji religijnych, lobbystów, polityków i biznesmenów. „Chrześcijańscy nacjonaliści, wspierani przez miliarderów, kształtują dziś główny nurt amerykańskiej polityki. Ich postulaty dotarły do Kongresu i Białego Domu. Żądają wpływu na różne obszary życia społecznego: zakazu aborcji, przyzwolenia na bicie dzieci, ograniczenia praw mniejszości - czytamy w opisie książki na stronie wydawnictwa Czarne. - To nie tylko wstrząsające dziennikarskie śledztwo, ale także przestroga w czasach, gdy religijni fundamentaliści coraz sprawniej poruszają się w politycznym mainstreamie”.
Najlepszą ilustracją tej tezy jest niedawna aktywność Donalda Trumpa w serwisach społecznościowych – pokazanie się w roli współczesnego Chrystusa to czytelny sygnał wysłany do radykalnego elektoratu. Właśnie tę niebezpieczną grę symbolami i mechanizm tworzenia wizerunku „politycznego zbawcy” opisuje Stewart w swojej książce.
PAP: Organizacje religijne, o których pisze pani w swojej książce, są w ogóle zainteresowane duchowością?
Katherine Stewart: Zależy, jak się tę duchowość definiuje. Jeśli rozumiesz przez nią chwile nawiązania łączności z Bogiem, momenty uniesienia i przeżywania wspólnoty, to jak najbardziej. W ciągu wielu lat, które poświęciłam na poznawanie tego ruchu, przekonałam się, że ci nacjonalistycznie nastawieni wierni modlą się i wierzą z taką samą żarliwością jak inni. Rozmaite bywają natomiast interpretacje religii i świętych ksiąg.
Dobrym przykładem takiego kontrastu są James Talarico - członek Izby Reprezentantów Teksasu, kształcony w seminarium prezbiteriańskim kandydat do Senatu - i pastor Brooks Potteiger, kierujący Kościołem Pilgrim Hill Reformed Fellowship w Tennessee, do którego należy m.in. Pete Hegseth, sekretarz obrony w administracji Trumpa. W marcu Potteiger wziął udział w podcaście poświęconym „wrogom Boga” i powiedział, że Talarico powinien był zostać „ukrzyżowany razem z Chrystusem”.
Warto podkreślić, że Talarico z wezwania do wzajemnego zrozumienia, współczucia i pojednania ponad religijnymi podziałami uczynił filar swojej kampanii. Często wypowiada się na temat tych wartości, przemawiając językiem religii. Potteiger i inni pastorzy ruchu chrześcijańsko-nacjonalistycznego, gdy opowiadają o wierze i religii, mówią o teologii siły, władzy i dominacji. Doug Wilson z organizacji Potteigera powiedział, że niewolnictwo nie jest złem, o ile jest „biblijne”; przekonywał także, że kobiety nie powinny mieć praw wyborczych. Czy można to nazywać duchowością?
Wydaje mi się, że duchowość głoszona przez prawicowych pastorów zwykle koncentruje się na ustanowionych przez Boga hierarchiach i na zniszczeniu lub podporządkowaniu sobie politycznych nieprzyjaciół. Talarico odniósł się do słów Potteigera na platformie X. „Jezus to miłość, Jezus kocha. Chrześcijański nacjonalizm zabija. Może się pastor modlić o moją śmierć, ale ja i tak pastora kocham. Kocham silniej, niż ty mógłbyś mnie nienawidzić” - napisał.
PAP: Jakie cele stawiają sobie ci prawicowi pastorzy? Chyba wykraczają poza potrzeby duszy.
K.S.: Ich fundamentalnym zadaniem jest zdominowanie kluczowych aspektów amerykańskiego życia społecznego, jak kultura, porządek prawny i polityka, parlament. Przejęcie jednej partii i zmiażdżenie tej drugiej. Zrealizowanie tych celów w pełni jest niemal niemożliwe w tak zróżnicowanym społeczeństwie jak to amerykańskie. Przywódcy religijnej prawicy mają jednak dość wpływów i sił, by wyrządzić wielkie szkody.
PAP: Da się pogodzić biblijne przykazanie miłości bliźniego z wzywaniem do deportacji?
K.S.: Interpretacji Pisma Świętego nigdy nie brakowało. Chrześcijaństwo było przecież ważnym instrumentem, za sprawą którego progresywne ruchy społeczne działały na rzecz równości i praw obywatelskich. Sięgano po religię także po to, by legitymizować politykę opartą na wykluczeniu, opresji i mechanizmie kozła ofiarnego.
PAP: Czy ludzie należący do tych skrajnych organizacji uważają siebie za członków ruchu politycznego?
K.S.: Mówiąc o ruchu, trzeba dokonać ważnego rozróżnienia na jego przywódców i tych, którzy tworzą bazę. Ci szeregowi widzą samych siebie jako reprezentantów zwykłej, prawdziwej Ameryki.
PAP: Wydawać się mogło, że chrześcijański rekonstrukcjonizm to zjawisko raczej amerykańskie.
K.S.: To ruch fundamentalistyczny, który głosi konieczność radykalnej przebudowy społeczeństw w zgodzie z tym, jak rozumieją „prawo biblijne”. Jego ideologia - dominionizm - mówi, że wszelkie instytucje społeczne: oświatowe, medialne czy prawne, powinny być zarządzane przez chrześcijan takich jak oni.
Rekonstrukcjonizm jest radykalnym, ideologicznym rdzeniem ruchu chrześcijańskiej prawicy, nawet jeśli wielu jego liderów i członków nie identyfikuje się z nim wprost. Do tego nurtu przyznaje się jedynie wąskie grono teologów, przywódców i aktywistów.
Ruch nie jest jednolity i nie ma jednego przywódcy. To zbiór mniejszych organizacji i grup o podobnych celach i spojrzeniu na świat. Jego siła tkwi w rozbudowanych strukturach, siatce organizacyjnej, która nadaje lokalnym grupom szerszy cel, czyni je elementem większej struktury. Dzięki temu mogą koordynować swe działania. Jeśli chodzi o zarządzanie organizacją - sponsorzy przekazali miliardy dolarów na budowanie jej struktur. Myśliciele ruchu zapewnili mu zaś ideologiczny kręgosłup. Są liderzy, którzy nakreślają wytyczne, głoszą je i promują. Szefowie organizacji aktywistycznych trudniących się legislacją mają wiele do powiedzenia, jeszcze inne grupy działają na rzecz tego, by sponsorzy i przywódcy mogli się spotkać i porozumieć.
PAP: Nie dziwi pani, że w drugiej dekadzie XXI wieku w Stanach Zjednoczonych, ale także w Europie rośnie w siłę religijny fundamentalizm?
K.S.: Zgodnie ze zlaicyzowaną wizją dziejów historia zmierza w określonym kierunku, od tradycji ku nowoczesności, od religii ku sekularyzacji. Ale odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Rządzone za pomocą niesprawiedliwego prawa społeczności przyjmują różne formy, a religijny fundamentalizm to świetne narzędzie dla despotów, którzy chcą ugruntować swą władzę. Wiążąc się z ultrakonserwatywnymi kapłanami, owijają się świętoszkowatością jak folią bąbelkową, zabezpieczając się tym samym przed śledztwami w sprawie nadużyć władzy, korupcji, bogacenia się kosztem ludzi. I oczywiście przed tym, by nie wyszły na jaw wykroczenia i zbrodnie, jakie popełnili.
PAP: Co widzą w prezydencie USA ci, którzy chodzą w koszulkach z napisami „Jezus” i „Trump” jednocześnie?
K.S.: Przekonano ich, że Stany Zjednoczone są krajem tak złamanym, tak bardzo w niebezpieczeństwie za sprawą działań Demokratów czy ideologii woke („przebudzony” — świadomy np. brutalności policji, rasowych nierówności, łamania praw człowieka, praw mniejszości, równości płci, praw osób LGBT+ itd. — PAP), że dawne zasady przestały obowiązywać i tylko silny przywódca może ocalić Amerykę od całkowitego upadku. Przekonano ich, że Trump jest tym siłaczem, na którego czekali. Mówiąc o nim, porównują go często do biblijnego króla Dawida, niedoskonałego człowieka, który został wybrany przez Boga jako narzędzie jego woli. Trump spełnia określoną funkcję - zaspokaja pragnienie Zbawiciela, na którego się już nie czeka, on jest tu i teraz.
Ironia polega na tym, że Trump i cały ruch, którego jest twarzą, głoszą konieczność prowadzenia skrajnie prawicowej polityki ekonomicznej, wspierają monopolistów i bogaczy. To oni - najbogatsi - czerpią korzyści z tej polityki kosztem amerykańskich rodzin. Trump twierdzi jednak, niezgodnie z prawdą, że dba o interesy najsłabszych, „zwykłych ludzi”. Na wiecach powtarza często: „kiedy atakują mnie - atakują was”. To poniekąd jakby odprysk kultury celebryckiej. Chodzi raczej o tożsamość niż politykę. Wiele pomysłów Trumpa, szczególnie dotyczących ekonomii, jest sprzecznych z interesem jego wyborców. W zamian oferuje im teatr nienawiści wymierzonej w rzekomo „nieczystych” innych. Ten spektakl odgrywa ważną rolę i ma zaspokajać określone psychologiczne potrzeby.
PAP: Wiązanie religii z polityką to nie jest nowe zjawisko. Da się wskazać jego początek?
K.S.: Reprezentanci religijnej prawicy twierdzą, że wyznają ważne dla siebie wartości i zabronienie im tego byłoby dyskryminacją na tle religijnym. To zazwyczaj zasłona dymna. Robią coś znacznie więcej niż tylko wprowadzanie określonych wartości na agorę. Zabiegają o to, by wykorzystać władzę na szczeblu stanowym do nakazu wyznawania tych wartości także tym, którzy się z nimi nie utożsamiają. Trudno mówić o wolności religijnej, jeśli jesteś na przykład kobietą, która właśnie poroniła, trafiła do szpitala i nie może liczyć na odpowiednią opiekę przez wzgląd na czyjeś uczucia religijne. Ten przykład jest mi szczególnie bliski, ponieważ spotkało to właśnie mnie.
W Stanach Zjednoczonych kobiety umierają, ponieważ dla wielu religia i polityka to jedno i to samo. W pewnym sensie to prawda. W amerykańskiej historii nie brakuje jednak ruchów religijnych, które stroniły od politycznego zaangażowania, by skupić się na duchowości i wieczności. Nie wymagały od wiernych opowiadania się po żadnej ze stron toczących się wojen kulturowych czy doraźnych konfliktów. Nic nie stoi na przeszkodzie, by amerykańscy politycy mówili o swojej wierze i wartościach przy jednoczesnym poszanowaniu różnorodności kulturowej naszego narodu.
PAP: Czy ten ruch zmieniał się z biegiem lat?
K.S.: Gdy w latach 70. religijna prawica nabrała znanego nam dziś kształtu, nie była „przypisana” do żadnej partii. Przywódcy ruchu uważali wręcz, że Partia Republikańska jest nazbyt liberalna, chcieli przesunąć ją bardziej na prawo. Ruch koncentrował się wówczas na kilku kluczowych dla niego sprawach, jak aborcja, feminizm, kreacjonizm i modlitwa w szkołach publicznych. Nie zamierzał jednak wywrócić do góry nogami całego politycznego porządku.
Oczywiście, byli i tacy, którzy cel widzieli w zaprowadzeniu teokracji, ale aż do pierwszej dekady XXI wieku raczej nie brano ich na poważnie. Jak się okazuje, to oni byli przyszłością ruchu dziś zorganizowanego wokół idei prawdziwej rewolucji, przefasonowania całego porządku społecznego i politycznego.
PAP: Czy oszałamiająca złożoność tego porządku to klucz do popularności religijnej prawicy?
K.S.: Tak i nie. Ich popularność zależy przede wszystkim od ludzi, którzy odczuwają złość i niepokój nie dlatego, że są biedni - choć część faktycznie jest - ale dlatego, że boją się utraty statusu społecznego. W wielu przypadkach ten gniew i obawy są uzasadnione - w ciągu ostatnich dekad w Stanach niewielka grupa uprzywilejowanych na szczycie ekonomicznej drabiny zgromadziła znaczną większość bogactwa.
Ale tak wielki sukces ruchu leży również w sprawnie działającym systemie informacji, czy też dezinformacji, dzięki któremu można ukierunkować ten gniew i żal. Jego przywódcy manipulują tymi uczuciami, wykorzystując je niczym broń przeciw politycznym przeciwnikom.
PAP: Pani zdaniem rozdział Kościoła od państwa jest jeszcze możliwy?
K.S.: Jest możliwy. Choć pewnie nie należy upatrywać w tym rozdzieleniu zbawienia, zaprowadzenia jakiegoś idealnego stanu. Obywatele we współczesnej demokracji pluralistycznej mają prawo oczekiwać rządu, który opiera się na racjonalnych argumentach i merytorycznym dialogu; rządu, który odwołuje się do obywateli na podstawie faktów i rozumu, a nie takiego, który utożsamia się z jakąkolwiek konkretną, stronniczą agendą.
Rozmawiał Piotr Jagielski (PAP)
Książka Katherine Stewart „Wyznawcy władzy. Religijny fundamentalizm i polityka w USA” (przeł. Jarek Westermark) ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.
pj/ miś/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rekordowy budżet na 2026 rok. Miasto i Gmina Żarki
8 mln długu jest się czy chwalić.
Bbb
22:46, 2025-12-24
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla miejscowości Myszków
alert typu: ALERT PIERWSZEGO STOPNIA!!! w nocy bedzie ciemno
mefiu
22:25, 2025-05-02
Barbara Nowacka: pielęgnowanie pamięci o Holokauście je
katastrofa
katastrofa
00:10, 2025-01-28
Paweł Bacior – Młodzieżowy Radny, który działa lokalnie
Fantastycznie działasz, mocno wierzę, że zajdziesz daleko, bo takich ludzi jak Ty bardzo potrzeba w regionie. Powodzenia młody człowieku :)
Jagoda
15:34, 2024-11-25