„Paaskekrim” to wielkanocne czytanie i oglądanie historii o morderstwach. To tradycja tak powszechna, że księgarnie przed świętami zamieniają się w czarne ściany okładek, a w sklepach spożywczych obok czekoladowych zajęcy i jajek stoją regały uginające się pod tomami kryminalnych powieści.
Zaczęło się w 1923 roku, w czasie gdy Norwegia zaczęła odchodzić od ściśle religijnego przeżywania Wielkanocy. W coraz bardziej świeckim społeczeństwie pojawiła się przestrzeń na nowe rytuały. Wypełnili ją wydawcy – sprytną reklamą powieści kryminalnej, która do złudzenia przypominała prawdziwą wiadomość prasową o napadzie na pociąg. Wielu Norwegów w nią uwierzyło. Wydawcy zobaczyli w tym potencjał i zaczęli podsuwać czytelnikom „świąteczną lekturę”. W ten sposób kryminał wpisał się w rytm Wielkanocy tak samo jak ostatni w sezonie wyjazd na narty do górskiej chaty.
– Dziś na paaskekrim czeka się cały rok jak na choinkę i Mikołaja w czasie Bożego Narodzenia – powiedziała PAP Pip Hallen z norweskiego wydawnictwa Cappelen Damm.
Wielkanocna gorączka kryminalna w Norwegii rozrosła się do rozmiarów fenomenu, który opanował literaturę, radio oraz telewizję. Jeszcze zanim zacznie się świąteczna gorączka, Norwegowie pytają się nawzajem: „Co czytasz na Wielkanoc?”. W gazetach kilka tygodni przed świętami pojawiają się zestawienia i listy propozycji powieści, które warto poznać. A najwięksi norwescy wydawcy – z inicjatywy Cappelen Damm – zamiast kiermaszy adwentowych organizują na wiosnę festiwale kryminału.
Norweski kryminał ma własną geografię. Historie miejskie – szybkie, pełne narkotyków, policji i „dużych spraw” – to tzw. bykrim (en by – miasto). Osadzony na prowincji, wśród rozrzuconych gospodarstw i cichych dolin, gdzie „nikt nie wie, co dzieje się za następnym wzgórzem”, duszny, hermetyczny świat lokalnych społeczności, których korzenie sięgają pokoleń wstecz, to z kolei bygdkrim (en/ei bygd – wieś). To właśnie ten drugi nurt zbudował charakterystyczny skandynawski niepokój – pozorną ciszę, niepowtarzalną przyrodę i przeczucie, że jednak coś jest nie tak.
Wiele z tych historii brzmi jak wyjęte z kroniki policyjnej. Nieprzypadkowo. W pamięci Norwegów niewyjaśnione lub tajemnicze sprawy pozostają na długo. Potrójne morderstwo na farmie Orderud z 1999 roku, niewyjaśnione zabójstwo 17-letniej Birgitte Tengs na wyspie Karmoy w 1995 roku czy zniknięcie Anne-Elisabeth Hagen z Lorenskog, żony jednego z najbogatszych Norwegów, w 2018 roku – to historie, które przenikają do literatury.
– Temu, co piszą nasi autorzy, często naprawdę blisko do opowieści z sąsiedztwa. Wielu czytelników może pomyśleć, że podobne sprawy wydarzyły się tuż obok nich – przyznała Hallen.
Według niej granica między fikcją a rzeczywistością w ostatnich latach coraz bardziej się zaciera. True crime stał się jednym z najszybciej rosnących trendów, a na festiwalach i sklepowych półkach pojawiają się książki oparte na prawdziwych sprawach, których autorami są psychologowie, psychiatrzy, policjanci czy prokuratorzy.
– Korzystają z własnych doświadczeń zawodowych. Kryminał nie jest już tylko rozrywką. Stał się narzędziem opowiadania o naszym społeczeństwie – oceniła Pip Hallen.
A norweskie społeczeństwo zmienia się szybciej, niż sugerowałby stereotyp „inkluzywnego państwa zaufania”. W norweskich kryminałach długo dominował świat niemal jednorodny. Przedstawiciele mniejszości etnicznych, którzy w rzeczywistości stanowią około jednej piątej ludności kraju, pojawiali się rzadko, a jeśli już – to w stereotypowych rolach, jak „polska sprzątaczka” czy „pakistański taksówkarz”.
– Dziś to się powoli zmienia, choć autorzy wciąż czują się bezpieczniej na dawno wyznaczonych ścieżkach – przyznała Hallen.
Znacznie wyraźniej widać wpływ Szwecji, gdzie literatura kryminalna od lat opisuje przestępczość gangów, napięcia społeczne i problemy integracji.
– Norwescy autorzy podglądają ten kierunek i przenoszą go na własny grunt. Na razie ostrożnie, ale wyraźnie – oceniła Hallen.
Paradoks polega na tym, że im bardziej Norwegia chce widzieć siebie jako kraj stabilny i przewidywalny, tym chętniej czyta o swojej ciemnej stronie. W tym sensie sukces autorów takich jak Jo Nesbo, Karin Fossum czy Jorn Lier Horst nie jest przypadkiem.
– Nesbo wyniósł kryminał na wyższy poziom i sprawił, że przestał być traktowany jak „literacki fast food”. Pomogło też uznanie za granicą. Dopiero gdy norweskich autorów zaczęto chwalić w „New York Timesie”, rodacy uznali, że warto ich czytać – zauważyła Hallen.
Wiosenny festiwal kryminału w Oslo jest darmowy i otwarty dla wszystkich. Pierwszy zorganizowało w 2011 roku wydawnictwo Cappelen Damm, ale tegoroczna edycja była już kolejną, do której dołączyły inne norweskie domy wydawnicze. Ostra rywalizacja jest tam niedostrzegalna. Autorzy spotykają się, rozmawiają z czytelnikami, którzy tysiącami przychodzą nie tylko po autografy, ale też po ich opowieści.
Na tym jednak się nie kończy. Wydawnictwa nie tylko sprzedają kryminały, ale też „produkują” autorów. Cappelen Damm od lat prowadzi szkołę pisania kryminałów, w której wiedzą dzielą się uznani pisarze oraz doświadczeni dziennikarze. Uczestnicy spotykają się kilka razy w roku, a wielu z nich debiutuje później na rynku.
– Nigdy nie jest za późno, by zacząć. Mamy osoby, które publikują pierwszą powieść w wieku 25 lat, ale są też debiutanci 60-letni – podkreśliła Hallen.
To nie tylko działalność mentorska i hojne wspieranie nowych autorów. W ciągu dwóch tygodni poprzedzających Wielkanoc powieści kryminalne odpowiadają za blisko 55 proc. sprzedaży beletrystyki w księgarniach. To moment absolutnej dominacji jednego gatunku, który dla wydawców oznacza kluczowy okres w roku. W praktyce Wielkanoc działa jak sezonowy „boom sprzedażowy”, porównywalny z okresem świąt Bożego Narodzenia w innych krajach – z tą różnicą, że zamiast prezentów królują historie o morderstwach.
Ten trend przyspiesza. W 2025 roku sprzedaż kryminałów w Norwegii wzrosła o 15 proc., wyraźnie szybciej niż cały rynek książki. W segmencie wydań kieszonkowych kryminały – razem z romansami – odpowiadają już za zdecydowaną większość sprzedawanych egzemplarzy. To oznacza, że dla wielu wydawnictw właśnie ten gatunek generuje największą część przychodów, a jego autorzy stają się jednymi z najważniejszych produktów eksportowych norweskiej kultury.
I może właśnie dlatego paaskekrim działa tak dobrze. W kraju, gdzie wszystko wydaje się uporządkowane, potrzeba historii, które pokazują, że pod powierzchnią zawsze kryje się coś więcej. Nawet jeśli dzieje się to jedynie w książce. A czasem – jak przypominają Orderud czy Karmoy – także poza nią.
Norweski fenomen wielkanocnego kryminału to nie tylko sezonowa moda. To lustro, w którym społeczeństwo może się sobie przyjrzeć. Nie tylko w wersji „najlepszej na świecie”, ale też tej mniej wygodnej. Może właśnie dlatego, zamiast uciekać od tych historii, w czasie świąt Norwegowie się w nich zanurzają.
Mieszko Czarnecki (PAP)
cmm/ miś/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rekordowy budżet na 2026 rok. Miasto i Gmina Żarki
8 mln długu jest się czy chwalić.
Bbb
22:46, 2025-12-24
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla miejscowości Myszków
alert typu: ALERT PIERWSZEGO STOPNIA!!! w nocy bedzie ciemno
mefiu
22:25, 2025-05-02
Barbara Nowacka: pielęgnowanie pamięci o Holokauście je
katastrofa
katastrofa
00:10, 2025-01-28
Paweł Bacior – Młodzieżowy Radny, który działa lokalnie
Fantastycznie działasz, mocno wierzę, że zajdziesz daleko, bo takich ludzi jak Ty bardzo potrzeba w regionie. Powodzenia młody człowieku :)
Jagoda
15:34, 2024-11-25