Dr Dominika Bulska oraz Bronisław Bremer są autorami raportu „Polacy i Polki w obliczu wojny. Obawy, poczucie skuteczności, przewidywane reakcje”. W ramach swoich badań w 2024 i 2025 r. analizowali poziom lęku przed konfliktem zbrojnym wśród polskiego społeczeństwa, a także psychologiczne mechanizmy, które wpływają na dobrostan i sposób reagowania na zagrożenie.
Jak się okazało, kluczową rolę w tym kontekście odgrywa poczucie własnej skuteczności, czyli przekonanie, że w razie trudnej sytuacji człowiek będzie w stanie sobie poradzić.
- Wykazaliśmy, że nie samo poczucie zagrożenia jest dla ludzi najbardziej obciążające psychicznie. Najważniejsze jest to, czy wierzymy, że będziemy potrafili coś zrobić, gdyby faktycznie doszło do wojny. Osoby, które deklarowały większą wiarę w swoją sprawczość, miały jednocześnie wyższy dobrostan psychiczny - powiedziała PAP dr Bulska.
Zebrane przez naukowców z Centrum Badań nad Relacjami Społecznymi SWPS dane ujawniły, że w 2025 r. 68,5 proc. respondentów obawiało się inwazji militarnej na Polskę, przy czym u 28,8 proc. był to lęk silny. Co ważne, jedynie co czwarta osoba zadeklarowała, że poradziłby sobie w sytuacji zagrożenia, czyli umiałaby podjąć konkretne działania.
Psycholożka zwróciła uwagę, że to właśnie jest największy problem. Bo chociaż zarówno poczucie zagrożenia, jak i poczucie skuteczności były powiązane z nasileniem deklarowanych objawów depresji, to siła tego związku była znacznie wyższa w przypadku przekonania o własnej sprawczości. Innymi słowy, osoby z niższym poczuciem skuteczności deklarowały znacznie większe nasilenie objawów depresji niż te przekonane, że poradzą sobie w obliczu zagrożenia.
- Mamy więc w populacji wysoko podniesiony poziom lęku, z którym nie umiemy sobie poradzić. I jest to naturalne, bo choć w naszym kraju żyjemy w pokoju, incydenty, o których od czasu do czasu jesteśmy informowani, np. naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez obce drony czy prowokacje na torach kolejowych, budują w społeczeństwie poczucie zagrożenia - zauważyła.
Jej zdaniem problem pogłębia brak praktycznych wskazówek ze strony instytucji państwowych i mediów. - Rząd i środki masowego przekazu informują o zagrożeniach, politycy komentują te sytuacje, ale brakuje kolejnego kroku, czy konsekwentnego dostarczania obywatelom konkretnych narzędzi, które mogłyby pomóc w radzeniu sobie z potencjalnym kryzysem. Chodzi o informacje praktyczne, takie jak lokalizacja schronów, możliwości zaangażowania się w wolontariat wojskowy lub procedury działania w razie ataku - wymieniła dr Bulska.
Jak przyznała, takie treści istnieją na stronach rządowych, jednak odnalezienie ich wymaga wysiłku. - Tymczasem przekaz o zagrożeniach dociera do społeczeństwa w sposób natychmiastowy i masowy. To widać także w naszych danych: poczucie zagrożenia jest budowane skutecznie i jest bardzo wyraźne, natomiast brakuje nam poczucia, że możemy sobie z nim poradzić - zaznaczyła.
Według psycholożki kluczowe jest więc, by w komunikacji społecznej równoważyć informacje o zagrożeniach z praktycznym wsparciem.
Drugą kwestią, którą analizowali naukowcy z SWPS, był związek między tzw. identyfikacją narodową a reakcjami na zagrożenie wojenne. Badacze analizowali dwa jej typy.
Pierwsza to tzw. identyfikacja bezpieczna. Charakteryzujące się nią osoby traktują swoją grupę jako istotną część własnej tożsamości. Chcą działać na jej rzecz, angażują się w jej życie i budują silne więzi z innymi członkami grupy.
Drugi typ to tzw. narcyzm narodowy. Osoby cechujące się taką postawą są przekonane, że ich grupa zasługuje na szacunek, lecz nie otrzymuje go w wystarczającym stopniu. Dla nich kluczowy jest wizerunek grupy, a nie jej realne dobro i bezpieczeństwo.
Badanie wykazało, że ludzie identyfikujący się z narodem w sposób bezpieczny bardziej obawiali się wojny. - Można to interpretować w ten sposób, że jeśli dobro narodu jest istotną częścią czyjejś tożsamości, to odczuwa on większy lęk, kiedy coś mu zagraża - wyjaśniła dr Bulska.
Odwrotnie było u tych, którzy identyfikowali się w sposób narcystyczny. - Ich troska koncentruje się raczej na wizerunku grupy i potrzebie uznania przez innych niż na realnych zagrożeniach. Takie osoby skupiają się na idei, że „Polacy powinni być szanowani” i że historia czy obecne działania narodu powinny budzić podziw i wdzięczność, a niekoniecznie na tym, co faktycznie zagraża grupie - dodała badaczka.
W jej opinii są to bardzo istotne wnioski, ponieważ zrozumienie mechanizmów identyfikacji narodowej może pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego część społeczeństwa reaguje na sytuacje kryzysowe silnym stresem, podczas gdy inni pozostają na nie mniej wrażliwi.
Zebrane dane ujawniły, że między 2024 a 2025 rokiem wzrosło wśród Polaków poczucie zagrożenia, ale jednocześnie zaobserwowano lekką poprawę poczucia skuteczności. - Możliwe, że wraz ze wzrostem zagrożenia Polacy i Polki zaczęli aktywniej szukać informacji o tym, co zrobić w razie wojny. I to częściowo wzmocniło wiarę w możliwości radzenia sobie - skomentowała dr Bulska.
Niestety, jeśli chodzi o gotowość do działania, wyniki z 2024 r. okazały się mniej optymistyczne. Tylko ok. 10 proc. badanych zadeklarowało, że zgłosiłoby się do wojska, przy czym aż ośmiokrotnie częściej taki zamiar wykazywali mężczyźni. Oznacza to, że w Polsce wojna wciąż postrzegana jest głównie jako domena męska, co według badaczy może budzić poczucie niesprawiedliwości i nierównego traktowania.
Kolejne 20 proc. badanych przyznało, że w razie ataku na kraj wyjechałoby za granicę. - Z perspektywy społecznej pokazuje to, że co piąty Polak nie utożsamia się z ideą walki o naród i że ważniejsze dla niego jest własne życie niż wielkie wartości. Jeśli naszym celem jest przetrwanie jako naród, nie jest to dobry prognostyk - zauważyła psycholożka.
Zwróciła uwagę, że jest to szczególnie zastanawiające w kontekście narodowowyzwoleńczej narracji obecnej w polskim systemie edukacji. - Czy na pewno skutecznie buduje ona poczucie odpowiedzialności za naród, zwłaszcza w obliczu wojny? Być może jesteśmy już nią zmęczeni i dlatego się od niej odwracamy. Warto byłoby rozpocząć dyskusję społeczną, jak to zmienić, choć jest to trudne, bo jako naród mamy bardzo różne wizje tego, jak powinna wyglądać edukacja na temat historii i związanej z nią odpowiedzialności społecznej - podkreśliła.
W jej opinii bardzo istotne jest również to, że aż 40 proc. osób przyznało, iż nie wie, co zrobiłoby w razie wybuchu wojny w Polsce. - To grupa, z którą warto podjąć dialog, aby zbudować w niej poczucie skuteczności. Mogłoby obejmować to wyjaśnianie, dlaczego warto zaangażować się w wolontariat, lub pokazywanie, że zapisanie się do wojska nie oznacza automatycznie walki na froncie, bo można w nim pełnić różne role dostosowane do naszych kompetencji - zasugerowała psycholożka.
Jej zdaniem władze powinny rozważyć, jakie działania podjąć, aby najlepiej wykorzystać ten potencjał. - Nie jest to łatwe zadanie, ale zmierzenie się z nim jest kluczowe. Warto mieć opracowany sposób komunikacji i kontaktu z tymi osobami, zanim sytuacja geopolityczna stanie się krytyczna - stwierdziła.
Katarzyna Czechowicz (PAP)
kap/ bar/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rekordowy budżet na 2026 rok. Miasto i Gmina Żarki
8 mln długu jest się czy chwalić.
Bbb
22:46, 2025-12-24
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla miejscowości Myszków
alert typu: ALERT PIERWSZEGO STOPNIA!!! w nocy bedzie ciemno
mefiu
22:25, 2025-05-02
Barbara Nowacka: pielęgnowanie pamięci o Holokauście je
katastrofa
katastrofa
00:10, 2025-01-28
Paweł Bacior – Młodzieżowy Radny, który działa lokalnie
Fantastycznie działasz, mocno wierzę, że zajdziesz daleko, bo takich ludzi jak Ty bardzo potrzeba w regionie. Powodzenia młody człowieku :)
Jagoda
15:34, 2024-11-25