Zamknij

Dodaj komentarz

Piotr Lipiński: Bierut do końca uważał, że komunizm ma sens jedynie w wersji stalinowskiej (wywiad)

PAP 08:12, 12.03.2026
Skomentuj Piotr Lipiński: Bierut do końca uważał, że komunizm ma sens jedynie w wersji stali

PAP: Kilkanaście dni po pogrzebie Bolesława Bieruta Nikita Chruszczow powiedział do Stefana Staszewskiego po rosyjsku: „To wy zabiliście towarzysza Bieruta”. Dlaczego przywódca ZSRR wysunął takie oskarżenie wobec polskich komunistów?

 

Piotr Lipiński: Chruszczow prawdopodobnie orientował się, iż w Polsce Bierut zaczyna tracić kontrolę nad sytuacją. Mniej więcej od 1954 roku, a właściwie już od momentu śmierci Stalina rok wcześniej, Bierut nie do końca rozumiał, jakie przemiany zachodzą w Moskwie. Jak opowiadali mi starzy działacze partyjni, już z lektury „Prawdy” można było dość szybko wywnioskować, że kult Stalina został ograniczony. Zachodziły przemiany, które wyniosły do władzy Nikitę Chruszczowa. W Polsce sytuacja wyglądała paradoksalnie: już po śmierci Stalina internowano prymasa Stefana Wyszyńskiego i aresztowano też Michała Rolę-Żymierskiego.

 

Bierut był zdezorientowany i pod koniec życia miał podobno zacząć nadużywać alkoholu. Byłoby to o tyle zaskakujące, że przed wojną działał w towarzystwie abstynenckim. Pewne jest to, że wśród partyjnych towarzyszy panowało przekonanie, że Bierut stopniowo się stacza – zarówno politycznie, jak i prywatnie – i traci kontakt z rzeczywistością. Pod koniec życia przestał rozmawiać nawet z Jakubem Bermanem, z którym wraz z Hilarym Mincem tworzyli triumwirat rządzący Polską. W tym czasie wśród polskich komunistów narastała presja na reformy. Po ucieczce Józefa Światły, wysokiej rangi funkcjonariusza UB, i jego sensacyjnych audycjach w Radiu Wolna Europa wielu działaczy partyjnych, którzy wcześniej twierdzili, że nie wiedzieli o zbrodniach bezpieki, nagle zaczęło zdawać sobie sprawę z tego, jak funkcjonował system represji. Coraz częściej mówiono o potrzebie zmian, a przede wszystkim zwalniania więźniów politycznych.

 

Bierut do końca jednak upierał się, że komunizm ma sens jedynie w wersji stalinowskiej i że ludzie osadzeni w więzieniach rzeczywiście są winni. Gdy kilka dni przed śmiercią, już w Moskwie, dowiedział się o zwolnieniu posła i byłego ministra Mariana Spychalskiego, aresztowanego w ramach stalinowskich represji, podobno zareagował bardzo gwałtownie i był tym głęboko oburzony. Być może właśnie to miał na myśli Chruszczow, gdy mówił, że Bierut został zabity. W jego interpretacji polscy komuniści – naciskając na reformy, podważając politykę Bieruta i coraz częściej podejmując decyzje za jego plecami – psychicznie go wykończyli.

 

PAP: Plotki o zamordowaniu Bieruta zaczęły krążyć niemal natychmiast i chyba do dziś mają swoich zwolenników.

 

P.L.: Jedna z opowieści głosiła, że w wyniku kłótni – być może o zachodnią granicę – Chruszczow sam zastrzelił Bieruta. Inna wersja mówiła, że wyrok wykonał któryś z działaczy partyjnych, a jeszcze inna, że polski przywódca został otruty. To dobrze pasowało do stereotypu radzieckich służb specjalnych, którym przypisywano stosowanie trucizn. W ogóle samo pojawienie się pogłosek o zamordowaniu Bieruta jest bardzo interesujące. Wydaje się, że kryje się za tym pewien mechanizm psychologiczny. Jakby istniało podświadome przekonanie, że skoro Sowieci go zlikwidowali, to może jednak nie był aż tak złym człowiekiem, jak się wydawało. Polacy potrafili bowiem współczuć właściwie każdemu, wobec kogo pojawiło się podejrzenie, że padł ofiarą Sowietów.

 

PAP: Chruszczow miał powody, by zlecić zamordowanie Bieruta?

 

P.L.: Według mnie nie. Kiedy w październiku 1956 roku do władzy wrócił Władysław Gomułka, początkowo Chruszczow był tym faktem wręcz przerażony. To właśnie Gomułka wydawał mu się niebezpieczny, a nie Bierut. Bierut – nawet jeśli nie reformował systemu – wciąż był dla Moskwy gwarancją stabilności. Zapewniał, że w Polsce nie dojdzie do politycznego zwrotu, którego Chruszczow tak bardzo obawiał się później w przypadku Gomułki, którego podejrzewał nawet o chęć oderwania Polski od Związku Radzieckiego. Było to oczywiście przekonanie błędne, ale tak właśnie myślał, gdy w październiku 1956 roku przyleciał z delegacją radziecką do Warszawy. W tym sensie Bierut był dla niego raczej bezpiecznym wyborem.

 

PAP: Jak naprawdę wyglądała śmierć Bieruta?

 

P.L.: Z dokumentacji, którą przeglądałem w Archiwum Akt Nowych, a która dotyczy chorób Bieruta, absolutnie nic nie wskazuje na to, by został zamordowany. Dokumentacja jest obszerna i szczegółowa. Bierutem przez całe lata opiekował się profesor Mieczysław Fejgin – zbieżność nazwiska z Anatolem Fejginem, szefem X Departamentu, jest tutaj przypadkowa. W tych materiałach znajdują się między innymi zdjęcia rentgenowskie, wyniki badań oraz coroczne podsumowania stanu zdrowia. Z dokumentów wynika, że do około 1950 roku Bierut trzymał się jeszcze całkiem dobrze. Później, zwłaszcza po 1952 roku, zaczęły się poważniejsze problemy zdrowotne – przede wszystkim związane z żołądkiem i jelitami. Jak wspominała Wanda Górska, jego konkubina, Bierut właściwie nie przywiązywał wagi do jedzenia. Do tego często sięgał po papierosa, mimo że lekarz zalecał mu ograniczenie palenia. Pod koniec życia zaczął też skarżyć się na bezsenność, więc przepisywano mu środki nasenne. Na przełomie 1955 i 1956 roku kilkakrotnie wyjeżdżał do sanatoriów. Chorował również na zapalenie płuc. Widać więc wyraźnie, że w ostatnich dwóch latach życia jego stan zdrowia systematycznie się pogarszał. Mimo to gdy jechał z premierem Józefem Cyrankiewiczem do Moskwy, często otwierali okna i machali ludziom na stacjach. A zima była wtedy wyjątkowo surowa i Bierut się przeziębił. Polscy studenci, z którymi spotkał się w Moskwie, widzieli, że jest w złej kondycji.

 

PAP: Jaki wpływ na jego stan zdrowia miał referat Chruszczowa, który podważał stalinowski model władzy?

 

P.L.: Gdy Bierut zapoznał się z referatem Chruszczowa, który wstrząsnął całym światem komunistycznym, prawdopodobnie doznał psychicznego załamania. Można powiedzieć, że coś, co dziś nazwalibyśmy ogromnym stresem, ostatecznie go wykończyło. Z dokumentacji wynika bowiem, że przez kilka ostatnich dni w Moskwie jego stan był bardzo ciężki. Wezwano z Polski profesora Fejgina, Bermana, który wcześniej wrócił do kraju, oraz Wandę Górską, która towarzyszyła mu w ostatnich dniach i później spisała swoje wspomnienia z tego okresu. Bierut miał kilka zapaści, ale za każdym razem udawało się go jeszcze przywrócić do życia. W międzyczasie przeszedł również zawał serca. Ostatnia zapaść, która nastąpiła w nocy, doprowadziła do jego śmierci.

 

Dokumentacja dotycząca tych wydarzeń jest bardzo obszerna. Nie było właściwie żadnego powodu, aby ją fałszować – była przeznaczona wyłącznie do użytku wewnętrznego. Na przykład wspomnienia Górskiej z ostatnich dni Bieruta były przechowywane w teczce z adnotacją „nie wydawać”. Materiały te mogły być udostępniane co najwyżej historykom partyjnym. Zresztą zbiory znajdujące się dziś w Archiwum Akt Nowych pochodzą w dużej mierze z dawnego Zakładu Historii Partii przy KC PZPR, więc były to dokumenty o charakterze półtajnym. Materiałów jest tak dużo, a świadków było tak wielu – Fejgin, Górska, rosyjscy lekarze – że sfabrykowanie całej tej historii wydaje się kompletnie nieprawdopodobne.

 

PAP: Grobowiec Bieruta na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach to chyba ostatni pomnik stalinizmu w Polsce. Były nawet pomysły o jego dekomunizacji, ale to niemożliwe, bo przepisy uzależniają przeniesienie grobu od decyzji rodziny. A jak Pan odnosi się do istnienia grobu Bieruta w takiej formie i takim miejscu?

 

P.L.: W gruncie rzeczy jest to jeden z najbardziej okazałych pomników spośród tych zapomnianych. Najbardziej okazałym pomnikiem epoki stalinizmu wciąż pozostaje oczywiście Pałac Kultury i Nauki, tyle że wszyscy się już z nim oswoili i dziś prawie nikt nie kojarzy go z tamtą epoką. Z grobem Bieruta jest inaczej. On pozostaje w pewnym sensie zapomniany - sam poszedłem go zobaczyć dopiero po napisaniu książki o Bierucie, bo wcześniej w ogóle mnie to miejsce nie interesowało. Kiedy jednak zobaczyłem ten grób, byłem naprawdę zaskoczony. Jest bardzo duży – choć nie gigantyczny – ale na pewno imponujący. W samym środku Warszawy stoi konstrukcja wielkości mniej więcej naczepy TIR-a, do której prowadzą schody. Całość przypomina coś w rodzaju mauzoleum. To miejsce zawsze mnie intryguje. Od czasu do czasu chodzę na Powązki i pokazuję ten grób znajomym. Niedawno pokazałem go jednemu z kolegów w moim wieku – a więc też już nie najmłodszemu – i on również był zdumiony, że coś takiego w ogóle istnieje.

 

Same Powązki Wojskowe są zresztą niezwykłym miejscem. Mamy tam obok siebie groby różnych postaci z epoki komunizmu. Tuż obok znajduje się niemal identyczny grób – właściwie kopia – Juliana Marchlewskiego, przewodniczącego Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski. To właśnie Bierut sprowadził jego prochy do Warszawy w 1953 roku i pochowano go niemal w takim samym grobowcu. Inne groby komunistów zwykle są mniej imponujące niż grób Bieruta, choć czasem też dość duże – jak choćby grób Gomułki. Co ciekawe, Józef Cyrankiewicz ma bardzo skromny nagrobek, choć można by się spodziewać, że jako premier przez tyle lat powinien mieć jeden z najbardziej okazałych. Na tym tle grób Bieruta robi ogromne wrażenie.

 

Mnie szczególnie intryguje jedna rzecz: kiedy tam chodzę, co jakiś czas widzę świeże kwiaty. Oprócz tego na grobie wciąż widać starty już trochę napis „kat” namalowany kiedyś czerwoną farbą. A jednak ktoś nadal przynosi tam kwiaty. Zastanawiam się więc, kto to robi. Oczywiście rodzina – to zupełnie zrozumiałe. Ale kto jeszcze? Bierut jest przecież postacią właściwie przeklętą nawet wśród komunistów. Już od czasów Gomułki tak zwany bierutyzm był traktowany jako okres całkowicie przekreślony. Później Wojciech Jaruzelski próbował w pewnym stopniu do niego nawiązywać, ale generalnie była to epoka odrzucona. Dlatego właśnie obecność tych kwiatów jest dla mnie zagadką.

 

Czasami zastanawiam się też, co w ogóle można zrobić z takim grobowcem. W praktyce nie da się go przecież rozebrać. Choćby dlatego, że pojawiłoby się pytanie: co dalej? Kto chciałby zostać pochowany w miejscu po Bierucie? To byłoby zupełnie absurdalne. Nie ma tam również żadnej tablicy informacyjnej wyjaśniającej, kim był Bierut. Równocześnie trudno się temu dziwić – na grobach zwykle nie umieszcza się przecież tablic opisujących zbrodnie osoby, która pod nimi spoczywa. Jedno jest pewne: ten grób jest naprawdę niezwykły. Mam też przekonanie, że bardzo trudno o nim opowiadać i zrozumieć jego sens, dopóki nie zobaczy się go na własne oczy. Co ciekawe, ten grobowiec nie jest realizacją pierwotnych planów. Początkowo zamierzano uczcić Bieruta znacznie bardziej monumentalnie – planowano budowę wielkiego mauzoleum na Cytadeli. Mieli tam zostać pochowani nie tylko Bierut, ale także prawdopodobnie Karol Świerczewski. Ostatecznie jednak z tego pomysłu zrezygnowano.

 

Podsumowując, traktuję Powązki Wojskowe jako rodzaj muzeum, a nie panteon, gdzie spoczywają tylko osoby, które my współcześni uważamy za bohaterów.

 

PAP: Bierut był jedynym przywódcą PZPR, który zmarł przed oddaniem władzy. Czy w jego śmierci było jeszcze coś specyficznego?

 

P.L.: Gdyby taki polityk jak Bierut utracił władzę, zapewne uważałby, że prawdziwi komuniści już nie istnieją w krajach bloku wschodniego. Gdyby przeżył, stracił władzę i obserwował późniejsze przemiany, zapewne doszedłby do wniosku, że prawdziwy komunizm przetrwał już tylko w takich miejscach jak Chiny czy Albania. Podobne rzeczy mówił mi Kazimierz Mijal, a był to człowiek o podobnym sposobie myślenia. Kiedyś uświadomiłem sobie pewną dość przykrą rzecz: Bolesław Bierut był w gruncie rzeczy człowiekiem niezwykle szczęśliwym. Jednym z najszczęśliwszych ludzi, o jakich kiedykolwiek pisałem. Kiedy umierał, mógł – podobnie jak Wanda Wasilewska – poczuć się człowiekiem spełnionym, który zrealizował swoje polityczne plany. Może nie w stu procentach, jednak w ogromnym stopniu. Przed wojną Bierut nie mógł przecież realistycznie zakładać, że partia komunistyczna zdobędzie w Polsce władzę. Oczywiście komuniści w to wierzyli, ale było to raczej marzenie niż realny scenariusz. Tym bardziej trudno było sobie wyobrazić, że on sam znajdzie się na samym szczycie władzy. Nawet w środowisku komunistycznym był przecież działaczem raczej przeciętnym. Tymczasem po wojnie stało się coś, co można by porównać do działania magicznej różdżki. Bierut nagle znalazł się w sytuacji, w której mógł realizować wszystkie swoje polityczne marzenia z młodości. To jest zresztą niezwykle paradoksalne. My dzisiaj postrzegamy go jako jednego z najbardziej przeklętych polityków w historii Polski, a tymczasem jemu samemu w chwili śmierci coś takiego zapewne w ogóle nie przyszłoby do głowy. Mamy więc w pewnym sensie do czynienia z dwiema różnymi postaciami: Bierutem takim, jakim widzimy go dzisiaj z perspektywy historycznej, i Bierutem takim, jakim był dla samego siebie w momencie śmierci. Moim zdaniem umierał on w dużej mierze jako polityk spełniony – a nawet szczęśliwy. I to właśnie jest w tej historii najbardziej niepokojące.

 

Piotr Lipiński – reporter, dziennikarz, autor kilkunastu książek, m.in. „Wasilewska. Czarno-biała”, „Kroków siedem do końca. Ubecka operacja, która zniszczyła podziemie” i „Bierut. Kiedy partia była bogiem”.

 

Rozmawiał Igor Rakowski-Kłos

 

irk/ jkrz/ lm/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%