Kiedy Rosja rozpoczęła 24 lutego 2022 r. pełnoskalową inwazję na Ukrainę, Igor Tracz – polski sportowiec, wielokrotny mistrz świata i Europy w wyścigach psich zaprzęgów i bikejoringu był w Norwegii na mistrzostwach świata w wyścigach psich zaprzęgów.
Startował wówczas w gronie kilkuset zawodników z kilkudziesięciu państw, w tym Rosjan, z którymi – jak opowiedział w rozmowie z PAP – przez lata łączyły go bliskie relacje. Wcześniej pracował w Rosji jako instruktor sportu, trenował rosyjskich zawodników i ich psy, bywał w domach Rosjan; oni gościli go u siebie, a – jak wspomniał – ich matki gotowały im jedzenie.
Wybuch wojny zastał go na zawodach. Zapamiętał, że część rosyjskich sportowców nie wierzyła w pierwsze doniesienia i próbowała je bagatelizować. Słyszał zapewnienia: „Putin by tego nie zrobił”; „ to prowokacja”.
On sam – jak zaznaczył – nie miał wątpliwości, że sytuacja jest poważna. Przyznał, że poczuł złość, także wobec ludzi, których znał od lat, gdy w kolejnych dniach część z nich zaczęła usprawiedliwiać agresję i oskarżać go o faszyzm za pomoc Ukrainie. Jego zdjęcie z podpisem „faszysta” trafiło do rosyjskich mediów społecznościowych. Wiele dawnych znajomości się urwało.
– Byłem wściekły. Uznałem, że skoro mogę coś zrobić, to pojadę pomagać – powiedział PAP.
W mediach społecznościowych Igor Tracz napisał wówczas, że dysponuje specjalistycznymi przyczepami do transportu zwierząt i może wesprzeć ewakuację na granicy. 1 marca 2022 r. przyjechał z zespołem przyjaciół do Medyki dwoma busami z przyczepami. Na początku nie planował wjeżdżać w głąb Ukrainy. Chciał pomagać przy ewakuacji ludzi i ich zwierząt po polskiej stronie.
Z granicy zabierali kobiety z dziećmi, psy, koty i przewozili dalej w głąb Polski oraz dalej do Europy. Tracz podkreślił, że pierwsze tygodnie wojny były czasem chaosu i paniki. Uchodźcy często nie mieli dokumentów zwierząt, nie wiedzieli, jak załatwić szczepienia czy czipowanie, nie mieli pieniędzy na transport do weterynarza. Wiele osób było w szoku.
Równolegle – jak wynika z depeszy PAP z tego okresu – ruszyła pomoc systemowa polskich organizacji. Wolontariusze z Fundacji Duch Leona czy platformy Petsitters.pl organizowali transporty, karmę i domy tymczasowe. Serwis MojWeterynarz uruchomił bezpłatne konsultacje wideo w języku ukraińskim i rosyjskim, aby ułatwić kontakt z lekarzami weterynarii. W całej Polsce potrzebni byli wolontariusze do dowożenia karmy i zawożenia zwierząt do gabinetów.
Po kilku dniach wojny Tracz zdecydował się jednak przekroczyć granicę. Najpierw działał w okolicach Lwowa. Dziś wspomina przepełnione schroniska i porzucone zwierzęta, których liczba gwałtownie wzrosła w pierwszych tygodniach wojny. Zapamiętał, że w panice część ludzi porzucała psy i koty, choć wielu – jak podkreślił – nie wyobrażało sobie ucieczki bez nich.
W kwietniu 2022 r. Igor Tracz wjechał ze swoją ekipą do miejscowości pod Kijowem – Buczy i Irpienia – tuż po ich wyzwoleniu. Opowiedział PAP o zniszczonych ulicach, spalonych budynkach i zapachu unoszącym się nad miastami. Szczególnie zapadł mu w pamięć widok stajni z końmi spalonymi żywcem. – To był jeden z najbardziej wstrząsających obrazów, jakie zobaczyłem w życiu – przyznał.
Na pytanie, dlaczego rosyjscy żołnierze mieliby podpalić stajnię, odpowiedział, że w wielu miejscach widział akty czystego okrucieństwa i bezsensownej destrukcji. Wspomniał o domach, w których niszczono wyposażenie bez żadnego militarnego celu, o zabitych zwierzętach gospodarskich. Podkreślił, że trudno mu było znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla takich działań.
Z czasem spontaniczne wyjazdy jego ekipy przerodziły się w stałą działalność. Powstała Fundacja Igora Tracza. Do lutego 2026 r. – jak podał rozmówca PAP – zrealizowano 99 konwojów humanitarnych. Obok karmy i leków dla zwierząt fundacja zaczęła dostarczać również sprzęt dla wojska: generatory, medycynę taktyczną, sprzęt elektroniczny wykorzystywany na froncie. Tracz zaznaczył, że po czterech latach regularnych wyjazdów uważa wsparcie armii za kluczowe. – Bez armii nie będzie komu pomagać – podkreślił.
Jednocześnie zauważył, że pomoc zwierzętom pozostaje ważnym elementem niemal każdego konwoju. Opowiedział, że żołnierze często proszą o karmę dla bezdomnych psów i kotów przebywających w pobliżu pozycji ukraińskiego wojska. – Oni wolą je karmić, niż do nich strzelać, choć są głodne i agresywne – zrelacjonował. Zaznaczył, że opieka nad zwierzęciem w warunkach wojny pomaga żołnierzom zachować poczucie człowieczeństwa i równowagę psychiczną.
Wątek człowieczeństwa powraca w jego opowieści wielokrotnie. Podkreślił, że zajmowanie się zwierzęciem w okopie, karmienie go, leczenie, daje żołnierzom namiastkę normalności. – Pomaganie zwierzętom w czasie wojny nie jest luksusem, lecz elementem troski o ludzi i ich zdrowie psychiczne – zauważył.
Równolegle z pomocą dla zwierząt domowych rozwijała się w Polsce pomoc dla dzikiej fauny. Ukraińska fundacja Wild Animals UA ewakuowała z terenów objętych walkami setki dzikich zwierząt. Część z nich trafiła do polskich ogrodów zoologicznych, w tym do Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, który przyjął ponad 200 zwierząt po rehabilitacji. Polskie zoo i ośrodki rehabilitacji współpracowały z ukraińskimi partnerami, zapewniając schronienie m.in. lwom, tygrysom czy niedźwiedziom urodzonym w niewoli, które nie mogły wrócić na wolność.
Pomoc organizowały również fundacje zajmujące się zwierzętami gospodarskimi i dzikimi, a niektóre ogrody zoologiczne prowadziły zbiórki karmy i środków medycznych wysyłanych bezpośrednio do Ukrainy.
Działacze prozwierzęcy podkreślają, że polskie społeczeństwo zdało egzamin z humanitaryzmu, pomagając nie tylko ludziom, ale także „braciom mniejszym”. Jednocześnie Igor Tracz ostrzegł przed nieuczciwymi praktykami części organizacji. Przypomniał, że w pierwszych tygodniach wojny pojawiały się przypadki, gdy zwierzęta wywożone z Ukrainy „ulatniały się”, a ich dalszy los był nieznany. – Znikały, część była wywożona do Rumunii, część ginęła w jakichś podejrzanych schroniskach – powiedział PAP.
W przestrzeni publicznej opisywano m.in. sprawę fundacji Ada, która – według relacji wolontariuszy – próbowała przejąć dogi niemieckie przewożone w marcu 2022 r. z Kijowa do Polski. Tracz podkreślił, że takie sytuacje podważają zaufanie do całego środowiska pomocowego i szkodzą tym, którzy działają uczciwie.
Zaznaczył, że dziś masowe wywożenie zwierząt do Polski nie jest już potrzebne w takiej skali jak na początku wojny. Jego zdaniem pomoc powinna koncentrować się na wsparciu na miejscu: dostarczaniu karmy, leków, środków przeciwpasożytniczych, pomocy w budowie i wyposażaniu schronisk oraz bezpośrednim wsparciu sprawdzonych partnerów w Ukrainie.
Pytany, co dziś mogą zrobić osoby chcące pomagać zwierzętom w Ukrainie, odpowiedział, że należy wspierać organizacje działające systematycznie i transparentnie. Poradził sprawdzać, czy dana fundacja ma zarejestrowaną działalność, czy regularnie publikuje relacje z konwojów i pokazuje, gdzie trafia pomoc. Ostrzegł przed przekazywaniem środków przypadkowym podmiotom, które pojawiają się jednorazowo i znikają bez rozliczenia.
Tracz podkreślił, że można też pomagać rzeczowo – kupując konkretną karmę czy leki wskazane przez sprawdzone organizacje – albo wspierać logistycznie osoby regularnie jeżdżące z pomocą. Zaznaczył, że najłatwiej jest zrezygnować z pomocy, tłumacząc się chaosem czy korupcją w Ukrainie, ale odpowiedzią na nadużycia nie powinna być bierność, lecz mądre i odpowiedzialne wsparcie.
Dziś Tracz nadal łączy sport z działalnością humanitarną. Regularnie wyjeżdża do Ukrainy, a po powrocie wraca do treningów z psami. Jak podkreślił, to właśnie kontakt ze zwierzętami pozwala mu zachować równowagę między światem wojny a codziennością.
Mira Suchodolska (PAP)
mir/ akar/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myszkow365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rekordowy budżet na 2026 rok. Miasto i Gmina Żarki
8 mln długu jest się czy chwalić.
Bbb
22:46, 2025-12-24
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla miejscowości Myszków
alert typu: ALERT PIERWSZEGO STOPNIA!!! w nocy bedzie ciemno
mefiu
22:25, 2025-05-02
Barbara Nowacka: pielęgnowanie pamięci o Holokauście je
katastrofa
katastrofa
00:10, 2025-01-28
Paweł Bacior – Młodzieżowy Radny, który działa lokalnie
Fantastycznie działasz, mocno wierzę, że zajdziesz daleko, bo takich ludzi jak Ty bardzo potrzeba w regionie. Powodzenia młody człowieku :)
Jagoda
15:34, 2024-11-25